|
Pracownicy obawiają się utraty pracy, uprawnień socjalnych oraz zwolnień grupowych.
Fakt – prywatny właściciel kieruje się maksymalizacją zysku i minimalizacją kosztów. Dla większości pracodawców motywacją jest generowanie zysków.
Koszty społeczne z tytułu zwolnień zostaną przerzucone na budżet Państwa. Istnieje realne zagrożenie, że pomimo zapewnień premiera prywatyzacja w 2010 r. 10 proc. akcji KGHM Polska Miedź SA będzie tylko wstępem do ogłoszenia przez rząd pełnej prywatyzacji spółki w kolejnych latach.
Fakt - postawienie takiej tezy nie jest wcale bezzasadne, szczególnie analizując przychody budżetu państwa oraz jego planowane sztywne wydatki, które mają raczej tendencję rosnącą niż malejącą. Ważną zmienną jest także kryzys gospodarczy, który jest głównym źródłem dziury budżetowej. Trudna sytuacja finansów publicznych oraz widmo konieczności podwyżki podatków w przypadku niepozyskania dodatkowych środków z prywatyzacji to główne powody, które skłoniły gabinet Tuska do podjęcia drastycznych posunięć. Można z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, że w następnych latach trudno będzie utrzymać deficyt budżetowy na akceptowalnym przez Komisję Europejską poziomie, a w czasach stagnacji gospodarczej zastrzyk dużej gotówki w postaci środków ze sprywatyzowanych spółek państwowych, w tym KGHM Polska Miedź SA, może być bardzo smakowitym kąskiem i pokusą nie do odparcia dla rządu.
Sprzedaż akcji spółki tak istotnej z punktu widzenia gospodarki i to akurat w okresie zawirowań na rynkach finansowych jest uzasadniona.
Mit - Rok 2010 nie jest najlepszym okresem na sprzedaż akcji spółki, gdyż cena, jaką Skarb Państwa uzyska za sprzedaż walorów spółki, może nie być w pełni satysfakcjonująca, a koszty podjęcia decyzji, zarówno w aspekcie politycznym, jak i społecznym, mogą być dla rządu bardzo wysokie. Prywatyzacja przyniesie korzyści dla spółki, a Skarb państwa na tym zyska.
Mit - Prywatyzacja spółki w 2010 r. doprowadzi z pewnością do ograniczenia nakładów inwestycyjnych, gdyż Skarb Państwa będzie dążył do maksymalizacji przychodów z dywidendy w posiadanych pozostałych 31 proc. akcji spółki. Bez wątpienia prywatyzacja przyniesie spółce więcej szkody niż pożytku w dłuższej perspektywie. Trudno zgodzić się z poglądem wyrażanym przez niektórych ekonomistów, że sprywatyzowane spółki państwowe są dziś przykładem prężnych przedsiębiorstw. Owszem część z nich odniosła sukces ekonomiczny, jednak należy pamiętać, że prywatny właściciel zawsze będzie dążyć do maksymalizacji zysku przy minimalizacji nakładów własnych, a koszty społeczne zostają przeważnie przerzucone na budżet państwa. Skarb Państwa traci na tym podwójnie: pierwszy raz sprzedając akcje po cenach zazwyczaj znacznie zaniżonych, byleby tylko jak najszybciej sprzedać, a drugi raz ponosząc koszty odpraw, ekwiwalentów, zasiłków dla zwalnianych pracowników.
Region zyska na prywatyzacji.
Mit - W porównaniu ze światowymi kopalniami miedzi koszty wydobycia rudy w KGHM są wysokie, więc prywatny inwestor mógłby zaprzestać eksploatacji mniej rentownych złóż i przywozić zagraniczny urobek do zmodernizowanej huty Głogów. Przejąłby rynki zbytu na których funkcjonuje KGHM tj. w Chinach, Czechach, Niemczech. Wątpliwe, czy Lubin pozostałby nadal siedzibą firmy. Dziś podatki od KGHM to ok. 30 % budżetu dolnośląskiego sejmiku – po prywatyzacji ulegną gwałtownemu zmniejszeniu. KGHM to też ważny mecenas sportu, kultury i służby zdrowia, którego po prywatyzacji te stracą, bo dla prywatnego inwestora to żaden biznes. Dzięki tej spółce wyrósł Lubin, Polkowice, Rudna i jeszcze kilka mniejszych miejscowości, które po jej zlikwidowaniu bardzo ucierpią przykładem jest okręg Wałbrzyski.
Opracowanie na podstawie artykułu Miłosza Stanisławskiego, doktoranta WNEiZ Uniwersytetu Szczecińskiego, pracownika SWSPiZ w Warszawie.
|